Niedawno opublikowałam na LinkedIn wpis odnośnie tego, czy propozycja zbudowania nowej praktyki w kancelarii to szansa na rozwój, czy rekrutacyjna pułapka.
Zawsze ciekawi mnie odzew na publikacje. Mam na myśli nie tylko komentarze pod wpisami, ale i prywatne wiadomości wysyłane na LinkedIn, sms-y, itd.
Z historii, którymi podzielili się prawnicy i prawniczki można wywnioskować, że na rynku nie brakuje niepoważnych propozycji.
Takich, o których można spokojnie powiedzieć, że „to nie ma prawa się udać”.
Jak w praktyce wyglądają takie sytuacje?
Czasem kancelaria dochodzi do wniosku, że może tanim kosztem otworzyć nową praktykę. Na potrzeby sytuacji tworzy wizję, która ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.
Sama wizja brzmi atrakcyjnie: nowa praktyka ma być budowana na bazie aktualnych klientów kancelarii.
Kancelaria udzieli niezbędnego wsparcia – to będzie wysiłek zespołowy. Taki komunikat brzmi atrakcyjnie dla osób, które ze względu na szklany sufit mają aktualnie ograniczone możliwości rozwoju.
Rozmowy rekrutacyjne często przebiegają w przyjaznej atmosferze.
Osoba zachęcona wizją decyduje się na zmianę i odchodzi z obecnej organizacji (która miała swoje wady, ale zapewniała stabilizację i projekty).
Niestety zdarza się, że po przyjściu do nowego miejsca zastaje pustkę. Nie ma klientów, kontaktów, ani realnej pomocy ze strony nowej kancelarii. Problemem bywa zapewnienie podstawowego wsparcia administracyjnego.
Zdarza się też, że trzeba walczyć o każdy wydatek związany z BD.
Nawet, jeśli ktoś przyjdzie ze swoimi klientami, to fizycznie nie jest w stanie pracować merytorycznie, prowadzić intensywne działania z zakresu BD i budować zespół.
Jeśli ktoś przyszedł sam, to nierzadko uzgodniona wcześniej rekrutacja do zespołu stoi pod znakiem zapytania.
Oczywiście to nie musi tak wyglądać. Na rynku pojawiają się ciekawe opcje dla osób, które chcą rozwinąć własną praktykę pod średnim lub większym brandem.
Na co zwrócić uwagę, biorąc udział w takiej rekrutacji?
Przede wszystkim zaczęłabym od dobrego researchu.
Jeśli kancelaria opublikowała ogłoszenie z widełkami na stanowisku, zachęcam do zastanowienia się, czy podane kwoty będą dla nas atrakcyjne (biorąc pod uwagę nakład sił i czasu konieczny, by „rozkręcić” nową praktykę w kancelarii).
Warto mieć na uwadze, że praca na takim stanowisku rzadko zamyka się w 8 godzinach.
W trakcie rozmów dobrze jest ustalić wysokość budżetu na działania marketingowe, udział w wydarzeniach branżowych, konferencjach, itd.
Kluczowe jest jasne określenie oczekiwań po obu stronach. Im bardziej przemyślane i transparentne ustalenia, tym większe szanse na powodzenie operacji.
Jeśli rynek w danej specjalizacji jest już mocno podzielony, warto zadać sobie (oraz kancelarii) pytanie, jakie są realne szanse „wykrojenia” z niego kawałka tortu.
Dobrze jest też ustalić, czy w kancelarii są zespoły, które mogą dostarczyć komplementarne doradztwo do planowanej praktyki.
Jeśli prawnik/prawniczka przychodzi sam/a, tempo budowania takiej praktyki jest zupełnie inne, niż w przypadku transferu całego zespołu.
Podsumowując: jak zatem odróżnić sensowne propozycje budowania praktyki w kancelarii, od tych wątpliwych?
(1) Przede wszystkim warto wcześniej zrobić porządny research, a
(2) w trakcie spotkań rekrutacyjnych nie bać się zadawać pytań i rozmawiać o szczegółach współpracy.
